Zastanówmy się co to w ogóle jest ten autorytet. Zacznijmy od bezczelnej pożyczki z Wiki:

  1. Społeczne uznanie, prestiż osób lub grup bądź instytucji społecznych oparte na cenionych w danym społeczeństwie wartościach.
  2. Osoba lub instytucja ciesząca się uznaniem, mająca kredyt zaufania co do profesjonalizmu, prawdomówności i bezstronności w ocenie jakiegoś zjawiska lub wydarzenia.
  3. W kontaktach międzyludzkich osoba mająca cechy przywódcze, z wysoką inteligencją emocjonalną lub charyzmą.

Reszte z tamtych pomińmy, można je sobie przeczytać samemu.
O co mi chodzi? O to że takich osób w praktyce nie ma. Każdy autorytet można obalić, wyśmiać czy w ogóle uznać za świrów tych co uznają danego typa za autorytet. Owszem niektóre osoby mają cechy które warto podziwiać, cenić sobie ich zasługi. Ale nadal są ludźmi i poza tymi fajnymi rzeczami mają też te mniej fajne. To że ktoś czegoś dokonał i coś osiągnął nie czyni go nieomylnym i nietykalnym ubermenschen. Co jednak nie oznacza że deptanie ludzi uznawanych za autorytety za ich życia jest mądre, inteligentne i w ogóle ma sens. Zwłaszcza jeśli podstawy tego deptania są cokolwiek wątpliwe.
Jeśli idzie o Wałese, to może i był agentem – może i podpisał jakieś papierki, może i na kogoś doniósł. Ale ludzie czy on jeden? Jak sie ma nóż władzy na gardle to sie robi dziwne rzeczy. Czy ktoś taki nie może w końcu powiedzieć Stać Orkiestra i iść obalać system który go zniewolił? A że sie potem tego wypiera – to normalne że ludzie wypierają się rzeczy których się wstydzą. Owszem byłoby miło gdyby każdy miał choć odrobine cywilnej odwagi żeby powiedzieć Tak, to ja.
Ale jest też to że nie jednego Wałęse za PRL’u chciano urobić na agenta (osoby nie będące Wałęsą też sie dorobiły swoich kartotek jako TW, mimo iż TW nie były, od władza robiła sobie plecki na wszelki wypadek).
Śmieszy mnie tekst – wyrwano donosy, ale my wiemy jakie dokładnie wyrwano. Więc kiedy je wyrwano? Kto? Wałęsa? Jakiś domorosły obrońca jego z IPN’u? Może ten co je fabrykował strzelił babola i usunął? Może im nie pasowały do legendy i je wyrwali. Może ich nie było a IPN sobie to wymyślił…
IPN powinien sie zajmować historią nie sensacjami XX wieku. To zostawmy pseudohistorykom z rodzaju Wołoszańskiego. Niech piszą co chcą, ale na boga niech to nie będzie „my wiemy że wyrwali i co wyrwali, ale nie wiemy bo wyrwali”. Kto tam pracuje? Historycy tacy jak Kaczory, Giertych i Żiobro prawnicy? Bez jaj.